Szczęście, tabletki na ból gardła, naughty by nature i … startupfest.pl
Po wielkiej piątkowej radości, odczuwałem potrzebę napisać o startupfest.pl, podsumować, podzielić się myślą…. Niemniej jednak nie miałem pojęcia co chcę powiedzieć na moim blogu. Miałem różne pomysły, ale żaden z nich wewnętrznie mnie nie przekonywał. Pomyślałem sobie, że po prostu napiszę jak to wszystko działo się w mojej głowie. Tak po prostu….
Do startupfest.pl zgłosiłem się ponieważ mój teść czyta gazety. On je czyta a nie ja. Przeczytał więc o czymś co się nazywa startup. Mówi do mnie “jest konkurs dla firm…”. To chwyciłem za gazetę, przeczytałem i zgłosiłem nas do konkursu. Nie sprawdziłem kto będzie mentorem, co to za impreza i jaką ma rangę. Nic nie wiedziałem…..
Przyszło zgłoszenie, że jesteśmy w finałowej dwudziestce. Pomyślałem, ale super. Trzeba to wpisać na FB, ale marketing nie bardzo chciał bo byli zajęci. Odpuściłem.
Przyszedł dzień konkursu. Jadąc do Agory, chciałem się jakoś fajnie nastroić. Sięgnałem po CD i puściłem, old school w samochodzie. Zawsze fajowo się coś kończyło jak się tą muzyką zaczynało.
Przyjąłem karpia w Agorze, jak się dowiedziałem kto jest w gronie mentorskim. Zestresowałem się. Serio, nie wiedziałem do końca po co są Ci mentorzy. Wiedziałem, że będą zadawać pytania, ale nie wiedziałem co mnie spotka. Rafał Dubrawski, z którym byliśmy w pierwszy dzień startupfest.pl - dobrze, że był bo się stresowałem.
Nadszedł czas prezentacji. Dzień przed startupfest.pl miałem wypchany odpisywaniem maili, więc w wolnych chwilach, przed żoną trenowałem to co tu napisane.
W kółko w domu powtarzałem to co napisałem na tej kartce. Bardzo dobrze czułem się z tą prezentacją, czułem jak bardzo pokazuje to co robimy i chcemy zrobić. …. jak się dowiedziałem kto jest mentorem nie było już tak słodko. Poczułem jakoś, że to co chcę powiedzieć nie będzie się podobało. Za późno jednak było na zmiany, więc zostało w mojej głowie to co przed żoną trenowałem.
Później już było tak….. pytania, gadulstwo, pytania, gadulstwo i tak chyba, przez 8 stolików. Zauważyłem podczas rozmów stolikowych, że mogę uzupełnić jeszcze te informacje w głowach mentorów, które uważałem, że na kartce się nie znalazły. W chwilach kiedy stres i strach mnie zalewał, pałeczkę przejmował Rafał a ja starałem się poszukać w głowie jakiś logicznych zdań.
Party w Qala Bar – nie miałem siły mówić, po tych godzinach mentorskich pękało mi gardło. Miałem postanowienie przed spotkaniami z mentorami mówić miarowo i spokojnie. Legło w krzakach…. darłem się … chyba czasami niekulturalnie głośno. Na imprezie dałem jeszcze ognia krzycząc głośniej bo muzyka mi przeszkadzała a strasznie chciałem porozmawiać z Rafałem Hanem, Piotrem Wilamem, Marek Kapturkiewiczem, Marcinem z AdTaily. Fascynowały mnie ich punkty widzenia, więc chcąc sie czegoś dowiedzieć, darłem się wyrzucając w ich stronę pytania płynąc pod prąd granej głosno muzyki.
Drugi dzień – ranek, nie mogę mówić. Spożywałem więc tabletki marki Strepsils. Pomagały odzyskać głos przed piątkową prezentacją. Wyspałem się, jak nigdy. Wstałem i lekko przywalił mnie stres bo pomyślałem co ja dzisiaj na tej prezentacji powiem, ale posłuchałem jakoś tego co w środku czułem, aby nie powtarzać tego samego. Więc naturalnie chciałem aby było coś nowego. Pomyślałem sobie, że powiem po prostu to co czuję.
Treningi przed żoną, taka wersja, taka wersja. Wreszcie z jedną z nich poczułem się pewnie i tę wersję powiedziałem w sali startupfest.pl w piątek. Stresowałem się, bo nie wiedziałęm czy się podobała. Publiczność zawsze klaszcze, trudno się ocenić.
Zapadł mi głód przed prezentacją – skoczyłem po paczkę Oreo Cookies….. na nich jechałem już do 20:00…
Bardzo dziękuję mojej żonie, która jest wspaniałą, cierpliwą kobietą. Zawsze cierpliwie słucha o iTraff Technology o tym co chcemy pokazać. Stopuje mnie gdy chcę powiedzieć głupstwo na scenie, zawsze wierzy w firmę…. czasami bardziej niż ja, gdy się waham co dalej, ona jakoś z wiary wewnętrznej wie.
W szoku wciąż jestem jakie grono mentorskie w nas uwierzyło…….



